Shreking to nowy trend randkowy przypisywany głównie pokoleniu Z, ale czy słusznie? Sama nazwa nawiązuje oczywiście do bajki „Shrek”. Główny bohater – ogr – zupełnie nie pasuje do klasycznych wyobrażeń na temat atrakcyjnego partnera, a jednak staje się czyimś miłosnym wyborem. I dokładnie na tym opiera się ten trend – na decyzji, żeby wejść w relację z kimś, kto nie jest naszym „typem”, licząc na to, że dzięki temu będzie łatwiej, spokojniej i bezpieczniej zbudować związek. Często za tą pozorną rozsądnością stoi coś bardzo prostego: potrzeba bezpieczeństwa i lęk przed zranieniem.
Mechanizm wyboru: kiedy serce ustępuje kalkulacji
Często zaczyna się to od doświadczenia – zawodu miłosnego, rozczarowania albo zwyczajnego zmęczenia relacjami. Czasem też od trudności w nawiązywaniu bliskości czy lęku przed wejściem w coś głębszego. W takiej sytuacji łatwo skierować uwagę na kogoś, kto wydaje się „bezpieczniejszy” – mniej pociągający, ale za to bardziej dostępny.
To trochę jak wybór z rozsądku. Pojawia się myśl, że z taką osobą będzie łatwiej zbudować relację, że będzie bardziej zaangażowana, bardziej wdzięczna za uwagę, mniej skłonna do odrzucenia. I choć brzmi to logicznie, w rzeczywistości często prowadzi do relacji, w której od początku brakuje autentycznego przyciągania.
Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadza. Jest stabilniej, mniej napięcia, mniej niepewności. Tylko że gdzieś po drodze często znika to, co w relacji jest równie ważne – naturalne przyciąganie, ciekawość drugiej osoby i iskra. Niby wszystko jest w porządku, ale czegoś brakuje. Rozmowy nie niosą, bliskość nie przychodzi sama, zaangażowanie trzeba trochę „wypracowywać”. A relacja, która od początku wymaga aż tyle wysiłku, rzadko daje poczucie lekkości, którego tak naprawdę szukamy.
Shreking jako iluzja bezpieczeństwa
Czasem taki wybór działa tylko przez chwilę. Osoba, która wchodzi w relację „z rozsądku”, z czasem zaczyna się wzmacniać – odzyskuje pewność siebie, otwiera się na ludzi, nabiera odwagi. I wtedy naturalnie zaczyna zauważać wokół siebie osoby, które naprawdę ją pociągają.
W tym momencie często pojawia się wewnętrzny konflikt, a potem decyzja o odejściu. Relacja, która miała być bezpieczna, przestaje wystarczać. Najbardziej boli to jednak drugą stronę – tę, która weszła w związek szczerze, z zaangażowaniem i przekonaniem, że buduje coś prawdziwego. To właśnie ona najczęściej ponosi największy emocjonalny koszt takiego układu.
Nierównowaga w relacji
Czy taki związek ma jednak szansę powodzenia? Jednym z najczęstszych skutków, jakie niesie za sobą shreking, jest nierównowaga. Jedna strona inwestuje więcej, druga mniej. Jedna czuje się „wybrana”, druga – „ustawiona wyżej”. Taka dynamika prędzej czy później prowadzi do napięcia.
Bywa też, że osoba postrzegana jako mniej atrakcyjna dobrze rozumie, z czego wynika ten wybór – a mimo to wchodzi w relację, bo pojawiają się uczucia i nadzieja, że z czasem to wystarczy. To dodatkowo pogłębia nierównowagę i sprawia, że ewentualne rozstanie boli jeszcze bardziej.
Relacje potrzebują równowagi – nie identycznego zaangażowania co do procenta, ale wzajemności. Jeśli zaczynasz od pozycji, w której ktoś ma „zasłużyć” na Twoje uczucie, tworzysz fundament, który trudno utrzymać.
Dlaczego shreking kusi rozsądnych ludzi
Shreking przyciąga osoby, które myślą strategicznie. Takie, które chcą uniknąć chaosu, dramatu i rozczarowania. To często ludzie świadomi, doświadczeni, czasem po trudnych relacjach.
Jedna z moich klientek trafiła do mnie po bardzo trudnym doświadczeniu. Przez kilka lat była w relacji, w której – jak sama później zrozumiała – została wybrana nie z miłości, ale „z rozsądku”. Jej partner po wcześniejszych rozczarowaniach szukał kogoś bezpiecznego, stabilnego, „mniej wymagającego emocjonalnie”. Ona dawała mu spokój i zaangażowanie, którego wtedy potrzebował – ale nigdy nie dawał jej prawdziwego poczucia bycia wybraną.
Na zewnątrz wszystko wyglądało dobrze. Związek był spokojny, uporządkowany, bez większych konfliktów. Problem w tym, że brakowało w nim tego, co dla niej było kluczowe – autentycznego przyciągania i emocjonalnej obecności. Z czasem zaczęła czuć się bardziej jak „bezpieczna opcja” niż partnerka. Ostatecznie jej partner odszedł, angażując się w relację z kobietą z pracy – kimś, przy kim, jak sam przyznał, poczuł „to coś”, czego wcześniej mu brakowało.
Rozstanie było dla niej bardzo bolesne, bo zostawiło nie tylko żal, ale też głęboką ranę: poczucie, że można być z kimś latami i nigdy nie być naprawdę wybraną. Przez długi czas bała się kolejnej relacji – nie chciała znowu znaleźć się w tej samej roli.
Kiedy przyszła do mnie, nie szukała już „kogokolwiek”. Chciała zrozumieć swoje wybory i nauczyć się rozpoznawać mężczyzn, którzy są gotowi na prawdziwą relację – nie tylko wygodną. Pracowałyśmy nad tym, żeby wróciła do siebie, do swoich potrzeb i standardów.
Dopiero z tej pozycji zaczęła budować nowe relacje – nie z lęku, ale z większą świadomością. I to jest moment, w którym coś się realnie zmienia.
I właśnie dlatego to zjawisko bywa tak zdradliwe. Bo nie wygląda jak błąd. Wygląda jak dojrzała decyzja. A jednak pod spodem często kryje się nieprzepracowany lęk: „a co jeśli ktoś naprawdę mi się spodoba i mnie zrani?”.
Co mówi o nas wybór bez przyciągania
Jeśli łapiesz się na tym, że świadomie wybierasz relacje bez chemii, warto się zatrzymać. Nie po to, żeby się oceniać, ale żeby naprawdę zrozumieć, co za tym stoi.
Czy to potrzeba kontroli? Czy zmęczenie randkowaniem? Czy może przekonanie, że „na więcej nie zasługuję” albo „to i tak się nie uda”?
W takiej sytuacji warto pójść o krok dalej i przyjrzeć się swoim schematom głębiej. Czasem wystarczy uważna autorefleksja, a czasem pomocna okazuje się rozmowa ze specjalistą – psychologiem lub coachem relacji. Nie chodzi o to, że „coś jest z Tobą nie tak”, ale o to, żeby rozpoznać swoje lęki, mechanizmy i motywacje, które kierują Twoimi wyborami.
To ważne, bo shreking łatwo pomylić z czymś zupełnie naturalnym i zdrowym. Zdarza się przecież, że ktoś początkowo nie wydaje nam się szczególnie atrakcyjny, ale wraz z poznawaniem tej osoby pojawia się przyciąganie. I to jest zupełnie inny proces.
Atrakcyjność nie jest czymś stałym – zmienia się wraz z kontekstem, emocjami i tym, jak postrzegamy drugiego człowieka. Kiedy odkrywamy czyjeś wartości, sposób bycia, poczucie humoru czy sposób, w jaki nas traktuje, nasza percepcja może się wyraźnie zmienić.
Różnica polega więc na tym, czy przyciąganie ma szansę się pojawić i naturalnie rośnie – czy od początku świadomie je pomijamy, kierując się głównie potrzebą bezpieczeństwa.
Shreking bardzo często jest sygnałem, że coś w naszym podejściu do bliskości wymaga uwagi – i że warto się tym zająć, zanim wejdziemy w kolejną relację.
Jak budować relacje bez uciekania w shreking
Zdrowa relacja nie opiera się wyłącznie na wyglądzie – to fakt. Ale nie opiera się też na jego całkowitym ignorowaniu. Przyciąganie fizyczne jest jednym z elementów układanki, obok wartości, komunikacji i emocjonalnej dostępności.
Zamiast szukać „bezpiecznej opcji”, warto szukać spójności: między tym, co czujesz, co myślisz i czego potrzebujesz. To trudniejsze niż strategia, ale znacznie bardziej trwałe.
Z mojego doświadczenia wynika jedno: najlepsze relacje nie są ani przypadkiem, ani kalkulacją. Są efektem świadomych wyborów, które uwzględniają zarówno serce, jak i rozum.
Zaproszenie do świadomego randkowania
Jeśli ten temat jest Ci bliski, zatrzymaj się na chwilę i przyjrzyj swoim wyborom. Nie po to, żeby coś sobie zarzucać – ale żeby zacząć wybierać bardziej świadomie.
Zapraszam Cię do odwiedzenia mojej strony, poznania mojego podejścia do łączenia ludzi i zajrzenia na bloga, gdzie dzielę się praktyczną wiedzą o relacjach. Jeśli chcesz być na bieżąco – obserwuj mnie w mediach społecznościowych. Tam rozmawiamy o tym, co naprawdę dzieje się między ludźmi.
Bo dobra relacja to nie przypadek. To decyzja, którą warto podjąć mądrze.



