Szczęśliwie połączeni

Od ponad 11 lat pracuję w zawodzie swatki. Odniosłam wiele sukcesów i połączyłam szczęśliwie niezliczoną ilość par. Z prawdziwą przyjemnością prezentuje ci dzisiaj ich historie. Mam nadzieję, że wkrótce Ty także dołączysz do ich grona! 

Alicja była fotografką z własnym studiem. Miała niezwykły talent do portretowania ludzi, dlatego nie narzekała na brak klientów. W bliższej i dalszej okolicy znana była zwłaszcza z sesji noworodkowych. Tworzyła magiczne kadry z najmniejszymi Klientami i ich rodzicami. Jednak zawsze towarzyszyło jej ukłucie żalu kiedy próg jej studia przekraczała szczęśliwa rodzina. Sama miała już 39 lat i dalej była singielką. W końcu jej najlepsza przyjaciółka podarowała jej na święta voucher na konsultacje ze mną. Najpierw Alicja pomyślała, że to najgorszy prezent jaki otrzymała w życiu, ale zostało zasiane w niej ziarno ciekawości. Zaczęła obserwować mnie na mediach społecznościowych i w końcu podjęła decyzje o zrealizowaniu vouchera. Następnie zdecydowała się skorzystać z moich usług i tak poznałam ją z Pawłem.
 
Paweł pracował w dużej korporacji na jednym z menadżerskich stanowisk. Był pracowity i ambitny, a przełożeni cenili go w pracy podobnie zresztą jak współpracownicy. Po rozstaniu z dziewczyną, z którą był ponad 7 lat nie potrafił jednak ponownie wejść z kimś w głębszą relację. Może dlatego, że dziewczyna wybrała karierę i przeprowadzkę do Hiszpanii zamiast niego? On nie wyobrażał sobie życia na stałe za granicą. Chciał założyć rodzinę i być blisko swoich krewnych. Pewnego dnia brat przesłał mu mój post, w którym zapraszałam do darmowych konsultacji. Skorzystał, a później zapisał się do mojego biura. Dzięki temu mogłam go połączyć szczęśliwie z Alicją.

Sandra i Krzysztof

Kiedy poznałam Sandrę miała 43 lata i nieudany związek za sobą. Złamane serce, zawiedzione nadzieje i niespełnione marzenia… Tak wtedy opisywała swoje życie w skrócie. Samotność doskwierała jej najmocniej zimą, kiedy witryny sklepowe uginały się od ozdób świątecznych i wszędzie dało się słyszeć radosne jingle. Cały ten świąteczny zgiełk boleśnie przypominał jej, że nikt nie czeka na nią w domu… że nie ma z kim wypić gorącej czekolady, ani dla kogo szukać wyjątkowego prezentu. Pod wpływem emocji postanowiła, że wymaże ten czas ze swojego kalendarza. Ucieknie, weźmie urlop i wyjedzie za granicę do luksusowego hotelu. Pieniądze nigdy nie były dla niej problemem, ale też magicznie nie rozwiązywały jej sercowych problemów… Kiedy tak przeszukiwała Internet w poszukiwaniu ciekawych miejsc jednocześnie zerkając na wiadomości z różnych portali, natrafiła na wywiad ze mną. Zaciekawiła się. Postanowiła zadzwonić i porozmawiać. Po kilku dniach skontaktowała się ze mną ponownie i powiedziała, że podjęła być może szaloną decyzję. Zamiast wyjazdu za granicę postanowiła, że spróbuje z moja pomocą znaleźć miłość. Marzyły się jej święta spędzone we dwoje, u boku ukochanego mężczyzny. Tego roku święta i sylwester nie były już dla niej samotne…
 
Krzysztof nie lubił świąt. Kojarzyły mu się z rodzinnymi spotkaniami, podczas których babcia wraz z mamą wierciły mu przysłowiową “dziurę w brzuchu” pytaniami kiedy założy rodzinę. Za przykład stawiały mu starszego brata, który od 5 lat był w szczęśliwym związku, a teraz spodziewał się wraz z żoną pierwszego dziecka. Już w połowie października Krzysztof łapał “świąteczną chandrę”, wiedząc co go nie długo czeka. Pomimo ciągłego porównywania, z bratem miał dobre relacje. Lubił także swoją bratową, która widziała jego rozterki. To właśnie ona wysłała mu filmik, na którym opowiadałam o tym jak radzić sobie z uszczypliwymi komentarzami rodziny. Po jakimś czasie skontaktował się ze mną a po kilku miesiącach znalazłam dla niego Sandrę.

Lidia była stomatolożką z własnym gabinetem dentystycznym w jednym z dużych miast. Na polu zawodowym mogła pochwalić się wieloma sukcesami. Jednak nie potrafiła ułożyć sobie życia prywatnego. Bez większych sercowych dramatów i bez jakichś szczególnych, miłosnych uniesień dobiegła do 42 roku życia. Zdmuchując świeczki z urodzinowego tortu miała poczucie porażki. Nie było jej jednak łatwo zdecydować się na zmiany. Bycie singielką miało też plusy, które doceniała. Zdecydowała się jednak na pierwszy krok. Szybko dostrzegłam gdzie leżał jej największy problem, który zamykał ją na udany związek. Był nim perfekcjonizm. Owszem pomagał jej na studiach i w pracy, jednak w życiu prywatnym również stała się niewolnikiem swoich wygórowanych wymagań. Otrzymałam od niej do reszty sprecyzowaną listę oczekiwań wobec jej przyszłego partnera. Dotyczyły one wyglądu, kariery, cech charakteru – dosłownie niemal wszystkiego. Kiedy otwarcie powiedziałam jej, że istnieją minimalne szanse na znalezienie kandydata który spełniałby owe kryteria oburzyła się. Nie chciała rezygnować ze swoich wyobrażeń. Podziękowała mi i wyszła z mojego biura. Wróciła dopiero po kilku miesiącach. Przyznała, że musiała sobie przemyśleć wiele spraw. Pomogły jej w tym moje poradniki, które przeczytała pomimo jej gwałtownej reakcji przy naszym pierwszym spotkaniu. Pozwoliła mi działać, a ja znalazłam wkrótce dla niej Piotra.

Piotr był dyrektorem handlowym w zagranicznej firmie mającej oddział w Polsce. Zdecydowanie pasowało do niego określenie „światowy człowiek”. Był miły i otwarty, i dobrze wykształcony. Od śmierci jego żony minęło już prawie 7 lat, ale dopiero nie dawno poczuł, że jest gotowy na nowy związek. Poznaliśmy się na spotkaniu dla przedsiębiorców i biznesmenów. Podobnie jak wielu wcześniej, był zdziwiony i zaciekawiony biznesem, który prowadzę już od ponad 10 lat. Wziął ode mnie wizytówkę, żartując że może kiedyś skorzysta z moich usług. Skorzystał i jest dziś szczęśliwie połączony z Lidią.

Dorota i Zbigniew

Zbigniew pracował jako konsultant SAP. Młody, energiczny i przystojny. Gdybym nie poznała jego historii, pewnie pomyślałabym, że kręci się wokół niego wiele pięknych i wolnych kobiet, w których może dosłownie przebierać. Kobiety owszem i były, jednak Zbigniew nie był gotowy na związek. Poznałam go dzięki darmowym konsultacjom. Kiedy zdradziła go narzeczona, nie potrafił na nowo zaufać kobietom. Po kilku latach zaczęła doskwierać mu samotność, w końcu młodsza siostra namówiła go na rozmowę ze mną. Nie skończyło się tylko na jednej sesji, jednak dzięki naszym rozmowom Zbigniew zdecydował się skorzystać z moich usług i na nowo dać sobie szansę na miłość. Po krótkim czasie połączyłam go szczęśliwie z Dorotą, która również miała za sobą nieudany związek.

Dorota była specjalistką digital marketingu. Jeszcze na studiach związała się z Adrianem, który zauroczył ją od pierwszego wejrzenia. Nie słuchała rad koleżanek, które opowiadały jej o wcześniejszych podbojach ukochanego.  Wierzyła, że Adrian zmieni się dla niej, ponieważ tak pięknie opowiadał o wspólnym życiu. Pobrali się po niespełna roku i była to zdecydowanie najgorsza decyzja jaką do tej pory podjęła. Małżeństwo szybko okazało się fikcją. Adrian często nie wracał na noc zawsze znajdując jakąś błahą wymówkę. Okazało się, że były to nie tylko inne kobiety ale i hazard. Dorota była przerażona, kiedy po raz pierwszy do jej drzwi zapukał komornik, który chciał ściągnąć długi jej męża. Rodzina pomogła jej z rozwodem, jednak długo leczyła złamane serce po tej życiowej lekcji pokory. W końcu trafiła na wywiad ze mną w jednej z gazet. Umówiła się na spotkanie, a wkrótce zdecydowała na moje usługi. Szybko dostrzegłam, że nie tylko życiowa historia łączy ją ze Zbigniewem. Mieli wiele podobnych pasji i podobne spojrzenie na świat. Dziś są szczęśliwą parą.

Diana wykonywała bardzo kreatywny i nieczęsto niespotykany zawód, była bowiem tatuażystką. Od kilku lat z powodzeniem prowadziła własny salon, który cieszył się dużym zainteresowaniem. Choć miała wielu znajomych i liczną rodzinę, na którą zawsze mogła liczyć, w głębi serca czuła się samotna. Dwa lata temu rozstała się z partnerem, który jak się okazało traktował ją jako „rozwiązanie awaryjne”. Kiedy jego była dziewczyna, z którą był związany jeszcze na studiach rozwiodła się z mężem, Sebastian natychmiast pojawił się u jej boku odstawiając Dianę w kąt. Trochę czasu jej zajęło zanim wyleczyła poranione serce. Nie chciała zostać singielką do końca życia, ale bała się ponownie zaufać. Usłyszała o mnie od jednej ze swoich klientek. Zaciekawiona odnalazła mnie na mediach społecznościowych i zaczęła obserwować mój profil. Minęło kilka miesięcy zanim zdecydowała się skorzystać z moich usług. Po jakimś czasie przedstawiłam jej Leszka, trenera Taekwondo.

Leszka poznałam zupełnie przypadkowo. Pewnego dnia przyjaciółka poprosiła mnie o pomoc. Pilna sprawa rodzinna uniemożliwiła jej zawiezienie i odebranie dziecka z treningu, a Tosi bardzo zależało na zajęciach. Kto mnie poznał ten wie, że jestem zawsze roześmianą gadułą, więc od słowa do słowa powiedziałam Leszkowi czym się zajmuję, a ten po pewnym czasie wrócił do mnie jako klient. Diana była jedną z pierwszych kandydatek, które mu przedstawiłam. Rzadko łączenie w pary bywa tak łatwe jak w tym przypadku. Oboje niemal od razu wyrazili chęć spotkania. Potem sprawy potoczyły się już szybko, a dziś są szczęśliwym małżeństwem.

Borys i Edyta

Borys był web developerem. Cichy, spokojny i raczej stroniący od imprez i zgiełku. Poza światem wirtualnym kochał mocno świat przyrody, górskie wędrówki i nieprzetarte dotąd szlaki. Niestety jedna z jego samotnych górskich wypraw skończyła się tragicznie. Dzięki pomocy toprowców uszedł z życiem, jednak do końca życia będzie poruszać się z pomocą wózka. Po jakimś czasie wrócił do pracy, i poukładał sobie życie na nowo. Bał się jednak randkować. Nie wierzył, że ktoś może go jeszcze pokochać. Do skorzystania z moich usług namówiła go rodzina. Czasem dobrze jest posłuchać bliskich, bo dziś jest szczęśliwie połączony z Edytą, która na nowo otworzyła przed nim świat.

Edyta była wykładowcą na Uniwersytecie Pedagogicznym w jednym z dużych miast. Pogodna, zawsze uśmiechnięta i energiczna młoda kobieta. Nikt postronny nie pomyślałby, że w tak młodym wieku będzie już wdową. Ona sama również. 4 lata temu jej 28 letni wówczas mąż cieszył się dobrym zdrowiem i kondycją. Był upalny poranek, kiedy wyszedł na taras zjeść śniadanie. Miał popołudniową zmianę, więc nie było przy nim Edyty. Nie zauważył, że do szklanki z sokiem wpadła osa.. Nigdy nie zapomnę jak opowiadała mi o tym w moim biurze. Po śmierci Daniela, nie potrafiła znaleźć sobie miejsca. Po jakimś czasie zrozumiała jednak, że nie chce spędzić samotnie reszty życia. Była przekonana, że jej mąż również nie chciał, by tego dla niej. Poznała mnie dzięki koleżance, którą szczęśliwie połączyłam już jakiś czas temu. Nakłoniła Edytę do skorzystania z moich usług. Dzięki temu mogłam ją poznać z Borysem. Nie przeszkadzało jej, że porusza się na wózku.

Magda od dziecka marzyła o studiach na Akademii Sztuk Pięknych. Dzięki swojej pracy i wytrwałości, a tak ze wsparciu rodziny dostała się na zagraniczne studia i ukończyła kierunek z zakresu konserwacji i restauracji dzieł sztuki. Udało się jej również dostać pracę w muzeum w sercu Londynu. Jednak życie prywatne nie układało się jej tak dobrze, jak to zawodowe. Tu bowiem nie wystarczyła dyscyplina i konsekwencja. Mając 38 lat była nadal singielką. Owszem miała kilka przelotnych związków, ale najczęściej wybierała mężczyzn o artystycznym zacięciu i nonszalanckim podejściu do życia. Jej siostra bliźniaczka, która wybrała inną ścieżkę kariery i pozostała w Polsce, nieustannie nakłaniała ją do skorzystania z usług biura matrymonialnego. Jednak Magda uparcie odmawiała, mówiąc że to absolutnie rozwiązanie nie dla niej. W końcu Agnieszka, jej siostra usłyszała o mnie i zdołała przekonać Magdę, że nie działam jak standardowe biuro matrymonialne. Łączyłam już międzynarodowe pary, a także Polaków którzy mieszkali za granicą. Jednak jest to trudniejsze. Magda zgodziła się zaryzykować, a ja zabrałam się do pracy. Po 9 miesiącach znalazłam dla niej Tobiasza. 

Tobiasz był wziętym fotografem. Jeszcze na studiach zaczął działać w branży modowej. Podłapał kilka zleceń, a jego talent szybko został dostrzeżony. Po kilku latach pracował już dla zagranicznych marek i wyrobił sobie renomę. Kilka razy wiązał się z modelkami, z jedną był nawet zaręczony, ale ostatecznie do ślubu nie doszło. Kiedy skończył 40 lat zrozumiał, że to już ostatni dzwonek jeśli chce zbudować trwały związek i założyć rodzinę. Nie chciał jednak kolejnej dziewczyny z kręgu mody. Chciał tym razem spróbować czegoś na poważnie. Ale jak poznać taką kobietę? Randkowanie w sieci okazało się trudniejsze niż przypuszczał. Pewnego dnia, zupełnie przypadkiem zobaczył mnie na Tik Toku i ze zdziwieniem odkrył, że w XXI wieku ludzie dalej korzystają z usług swatki. W końcu podjął decyzję, że się ze mną skontaktuje. Już po pierwszym spotkaniu zakiełkowała we mnie myśl, że byłby to wspaniały kandydat dla Magdy. Przeszłam więc od razu do działania, bo taka już jestem. W krótkim czasie oboje wyrazili chęć spotkania. Teraz pozostało mi tylko trzymać za nich kciuki.                  

Krzysztof i Jolanta

Krzysztof lubił swoją pracę choć bywała ona niekiedy bardzo wymagająca. Częste wyjazdy i duża odpowiedzialność koligowały, a przynajmniej mocno utrudniały poszukiwanie stałej partnerki. Jakiś czas temu zakończył swój wieloletni związek. Co prawda nigdy nie wszedł w związek małżeński, ale z poprzednią partnerką posiadał dwójkę dorosłych dzieci. Usłyszał o mnie i postanowił się skontaktować. Spotkaliśmy się w jego domu, luksusowej posesji z dużym ogrodem. Piękne wnętrze nie zrobiło jednak na mnie szczególnego wrażenia, ponieważ zobaczyłam w nim przede wszystkim samotnego człowieka. Krzysztof wybrał pakiet z zachowaniem szczególnej anonimowości.  Nie raz klienci stawiali mi podobny warunek ze względu na wykonywaną pracę. Rozpoczęłam poszukiwania i po kilku miesiącach znalazłam dla niego Jolantę, wziętą projektantkę wnętrz.

Jolanta od kilkunastu lat zajmowała się profesjonalną aranżacją wnętrz i przestrzeni użytkowych.  W młodości wyszła za mąż, ale jej małżeństwo trwało krótko. Otrzymała nawet kościelne unieważnienie. Z tego związku posiadała dorosła już córkę. To właśnie ona nakłoniła Jolę do skorzystania z moich usług. Pomimo spełnienia zawodowego w oczach matki dostrzegała rosnącą samotność. W końcu Jolanta dała się namówić i skorzystała z moich usług. Stawiła mi jednak warunek. Nie chce spotykać się z rozwodnikiem, ponieważ chciała zawrzeć ślub kościelny, a przynajmniej mieć taką perspektywę. Zaproponowałam jej spotkanie z Krzysztofem. Początkowo kręciła nosem na to, że był wcześniej w wieloletnim związku. Nie był jednak rozwodnikiem. Musiałam pomóc jej przepracować oczekiwania względem rzeczywistości. W dojrzałym wieku trudno znaleźć kandydata z „czystą kartą”, a 50 letni kawaler również okazać się może nieodpowiedni. Nie myliłam się, Jolanta szybko znalazła wspólny język z Krzysztofem.

Dorota była wziętą programistką. Praca pozwalała jej na wiele swobody, mogła ją wykonywać niemal z każdego miejsca na ziemi.  Płynnie mówiła w języku angielskim.  Przez kilka lat była w związku z pewnym Hiszpanem, ale ostatecznie związek nie przetrwał próby czasu. Kiedy skończyła 40 lat poczuła, że ma mało czasu na realizację marzeń o rodzinie. Do tej pory nie było to jej priorytetem. Teraz zrozumiała, że w tej kwestii nie dostanie od życia drugiej szansy. Teraz albo wcale. Przez jakiś czas szukała w Internecie najlepszych rozwiązań, tak natrafiła na moją stronę. Decyzje o zapisie podęła bardzo szybko. Przyznam, że była dla mnie prawdziwym wyzwaniem. Miała sporo oczekiwań i wymagań wobec przyszłego partnera. Jednak najtrudniejszą kwestią była jego gotowość do szybkiego założenia rodziny. To był warunek Doroty. Po 5 miesiącach znalazłam dla niej Wacława, mieszkającego na stałe w Berlinie. Był on członkiem zarządu sporej firmy działającej na terenie Niemiec. Dorota nie od razu zgodziła się na spotkanie. Wacław wydawał się jej z początku zbyt poważny i miał nastoletniego syna. Uległa w końcu moim namową i umówiła się na randkę. Po kilku dniach zadzwoniła do mnie zaskoczona i szczęśliwa. Dziękowała, że ją nakłoniłam. Intuicja swatki nie zawiodła. Szybko zostali parą.

Wacława znalazłam z własnej inicjatywy, uwzględniając oczekiwania mojej klientki, która się do mnie zgłosiła. Nie zdradzę do końca moich niestandardowych metod działania, ale mogę powiedzieć że i on poszukiwał stałej partnerki. Jak zawsze w takim przypadku spotkałam się z dużym zaskoczeniem. Długo rozmawiałam z Wacławem, który pierwszy raz miał do czynienia z zawodową swatką. W końcu dał się namówić na spotkanie z Dorotą. Na stałe mieszkał w Berlinie i tam pełnił funkcję członka zarządu w pewnej dużej firmie. Od kilku lat był wdowcem. Jego żona zmarła młodo na raka. Po przepracowaniu żałoby postanowił ponownie otworzyć swoje serce na miłość. Nie chciał wieść samotnego życia wdowca do końca swoich dni, bowiem czuł się jeszcze mężczyzną w pełni sił. Po spotkaniu z Dorotą odezwał się do mnie i podziękował mi za odwagę, za to że się z nim skontaktowałam jako pierwsza. Przyznam, że było to bardzo miłe. Obecnie planują ślub, a następnie powiększenie rodziny..

Adrian i Monika

Adrian był cenionym w branży kucharzem. Doczekał się własnej restauracji, która po krótkim czasie zaczęła cieszyć się dużą popularnością. Jednak w życiu prywatnym Adrian nie odnosił tak spektakularnych sukcesów. Trzy lata temu rozwiódł się z żoną. Odeszła wraz z ich wspólnym przyjacielem. Kiedy skończył 45 urodziny podsumował swoje dotychczasowe życie i wcale nie był nim zachwycony. Zaczął myśleć o założeniu rodziny. Wcześniej wraz z żoną poświecili się karierze. Usłyszał o mnie przypadkiem.  Za nim zdecydował się skorzystać z moich usług oglądnął niemal każdy wywiad ze mną, który można było znaleźć w sieci. Przekonałam go do siebie i postanowił się skontaktować. Po dokładnej analizie jego sytuacji i oczekiwań zabrałam się do pracy. 

Monika skończyła właśnie 39 lat . Wraz z siostrą otworzyła zakład cukierniczy. Jakiś czas temu była w stałym związku, ale kiedy zaczęło robić się na poważnie, jej partner przestraszył się i po prostu odszedł. Stosunkowo szybko otrząsnęła się po rozstaniu i przez jakiś czas próbowała znaleźć miłość w Internecie. Zrozumiała, że sama trwała z tym związku niejako z „rozpędu”. Nie była to wielka miłość, ale było jej wygodnie. Jednak randkowanie w sieci okazało się to trudniejsze niż myślała. Umawiała się na spotkania, ale najczęściej przeżywała gorzkie rozczarowanie rzeczywistością.  Kiedy dopadło ją zmęczenie i rezygnacja, całkiem przypadkiem usłyszała o mnie od swojej koleżanki, która widziała wywiad ze mną w telewizji śniadaniowej. Postanowiła skorzystać z mojej pomocy. Po jakimś czasie zaproponowałam jej spotkanie z Adrianem. Miałam przeczucie, że będą do siebie pasowali. Wiele ich łączyło i mieli podobne plany na przyszłość.  Bardzo szybko zawiesili u mnie swoje pakiety i weszli w stały związek.     

Agata była wziętą ortodontką z własną kliniką ortodontyczną.  Długo rozmawiałyśmy o jej planach i oczekiwaniach. Wiedziałam, że będzie wymagającą klientką, ale było to zrozumiałe po wysłuchaniu jej życiowych perypetii. Po czterech miesiącach udało mi się umówić ją z Michałem. Początkowo Agata nie chciała się z nim spotkać, ponieważ uważała że jest zbyt niski. Marzył się jej wysoki i przystojny brunet, tymczasem Michał był szpakowaty i średniego wzrostu. Jednak z pewnością można było go nazwać przystojnym. Był dyrektorem finansowym w banku z dużym kapitałem i poważnie myślał o założeniu rodziny. 

Michał był dyrektorem finansowym dużego banku. Dwa lata temu szczęśliwie przeżył poważny wypadek. To sprawiło, że przewartościował swoje dotychczasowe życie. Postanowił zakończyć swój kilkuletni związek, ponieważ jego partnerka kategorycznie wykluczała posiadanie dzieci. Do tej pory nie szczególnie się tym przejmował. Teraz jednak zrozumiał, że chciałby doświadczyć dziecięcej miłości. Jednak znalezienie partnerki, która poważnie myślałaby o założeniu rodziny okazało się nie takie łatwe jak myślał. Nie był też już najmłodszy. Całkiem przypadkiem usłyszał o mnie od kolegi, który wcześniej skorzystał z moich usług. Jeszcze tego samego dnia Michał wygooglował mnie i postanowił się ze mną skontaktować. Umówiliśmy się w jego luksusowej willi blisko Warszawy. Tam szczegółowo opowiedział mi swoją historię, a ja mogłam poznać jego oczekiwania. Po czterech miesiącach przedstawiłam mu Agatę. Od razu mu się spodobała. Szybko podjęli decyzje o zawieszeniu umowy i wejściu w związek. Z całego serca życzę im szczęścia i miłości!

Aleksandra i Tymoteusz

Aleksandra i Tymoteusz

Aleksandra pełniła funkcję dyrektora operacyjnego w dużej firmie.  Nie zdecydowała się wyjść za mąż, za to samodzielnie wychowywała 15 letniego syna. Praktycznie nie miała kontaktu z ojcem dziecka. Był on jej wakacyjnym romansem. Potem okazało się, że był żonaty z inną kobietą. Nigdy nie czuła do niego większego żalu, a nieplanowane dziecko postanowiła traktować jako dar od losu. Może tak miało być? Kiedy jednak zbliżały się jej 45 urodziny dotarło do niej, że coraz mniej potrzebna jest swojemu synowi. Oczywiście był jeszcze nastolatkiem, ale wiedziała że moment kiedy będzie musiała puścić jego rękę nadejdzie bardzo szybko. Zaczęło do niej docierać, że zostanie sama i nie czuła się z tą myślą komfortowo. Poznałyśmy się osobiście na jednym z bankietów dla kobiet biznesu. Łączenie osób posiadających dzieci zawsze jest trudniejsze, powiedziałam jej to od razu. Spytałam czy jest gotowa, by umówić się z partnerem który również posiada dzieci z poprzedniego związku. Zawahała się, ale wyraziła zgodę. Tak poznałam ją z Tymoteuszem. 

Tymoteusz był brand managerem. Po śmierci żony, która zginęła w wypadku samochodowym samotnie wychowywał 12 letnie bliźniaki. Tragedia mocno wstrząsnęła całą jego rodziną. Pewnego dnia, tuż przed świętami Bożego Narodzenia bliźniaki ujrzały mnie w wywiadzie dla znanej telewizji śniadaniowej i postanowiły namówić ojca na skorzystanie z moich usług. Muszę przyznać, że było to dość nietypowe doświadczenie w moim życiu. Owszem, dorosłe dzieci namawiały czasem rodziców na kolejne związki, ale pierwszy raz nastolatki wierciły „dziurę w brzuchu” tacie, by się ze mną spotkał. W końcu Tymoteusz dał się przekonać. Przedstawiłam mu Aleksandrę. Nie przeszkadzało mu, że posiada ona syna. Martwił się jedynie czy dzieciaki będą się umiały ze sobą dogadać. Tak się jednak stało. Śmiali się potem z Aleksandrą, że zachowywali się jak rodzeństwo odnalezione po latach. 

Olga była członkiem zarządu sporej firmy z licznymi oddziałami zagranicznymi.  W firmie wszystko układało się pomyślnie. Jednak w życiu prywatnym trzy lata temu rozwiodła się z mężem, który postanowił porzucić ją dla młodszej kobiety. Zanim się jednak ze mną skontaktowała, dobrze przeanalizowała moją aktywność w mediach. Przeczytała wszystkie moje poradniki. Chciała bowiem poznać moją osobowość i sposób myślenia. W końcu zadzwoniła i umówiła się ze mną na spotkanie. Przedstawiłam jej kilku kandydatów. Z paroma umówiła się na spotkanie, ale to Jacek wywarł na niej największe wrażenie. Po randce z nim od razu do mnie zadzwoniła z informacją, że chyba się udało. Do dziś są szczęśliwie połączeni i polecają moje usługi znajomym.

Jacek był prawnikiem pracującym dla wielkiej korporacji. Ponad 10 lat temu rozwiódł się ze swoją żoną. Pobrali się bardzo młodo i pochopnie, ponieważ spodziewali się dziecka. Nie długo potem na świat przyszedł ich drugi syn. Ze względu na dzieci trwali latami w niezbyt udanej relacji. Kiedy synowie dorośli oboje postanowili oficjalnie zakończyć wieloletni związek. Nie było łez ani krzyków, łączące ich bowiem uczucia już dawno wygasły. Dzieci przyjęły to z pewnym zaskoczeniem. Po trzech miesiącach przedstawiłam mu Olgę, która od razu bardzo mu się spodobała. Elegancka i szczupła brunetka wywarła na nim piorunujące wrażenie.  Oboje zawiesili swoje pakiety, a nie długo potem zamieszkali razem ze sobą. 

Dagmara i Janusz

Dagmara i Janusz

Dagmara pełniła funkcję wykładowcy na zagranicznym Uniwersytecie. Choć mieszkała zagranicą pochodziła z Polski. W głębi duszy marzyła o takim małżeństwie, jakie mieli jej rodzice. Relacji pełnej miłości i zaufania. Usłyszała o mnie dzięki siostrze, która czytała o mnie w wywiadzie dla magazyny Viva. Postanowiła umówić się na rozmowę ze mną przez wideorozmowę. Po dokładnej analizie jej oczekiwań zdecydowała się na pakiet VIP wyznanie. Ostrzegłam, że może nie być łatwo znaleźć kandydata, który zechce zamieszkać za granicą, ale Dagmara zdecydowała się zaryzykować. Od razu pomyślałam o Januszu. Wydawał mi się idealnym kandydatem. 

Janusz wykonywał mało spotykany zawód – był pilotem znanej linii lotniczej.  Poświęcił chwilę na research w Internecie i tak znalazł mnie. Zależało mu szczególnie, by jego przyszła partnerka była Polką. Był w kilku mieszanych związkach i choć uznawał je za ekscytujące, to na dłuższą metę pojawiało się też w nich sporo kulturowych nieporozumień. Muszę przyznać, że Janusz był wymagającym klientem. Dodatkowo jego praca wymagała znalezienia mu bardzo elastycznej partnerki, gotowej pójść na kompromisy w wielu kwestiach. Kto jednak da radę jak nie ja! Poszukiwania trwały pół roku. Oczywiście w tym czasie umawiałam Janusza na randki, ale przedstawione kandydatki nie okazały się „tą jedyną”. Inaczej było z Dagmarą. Kiedy tylko ich poznałam, akcja potoczyła się bardzo szybko. Po pół roku byli już zaręczeni a po roku wzięli ślub. Zostałam na niego zaproszona. Zdecydowanie było to ciekawe doświadczenie.

Aneta  Obserwowała mnie ponad 2 lata w mediach społecznościowych zanim zdecydowała się ze mną skontaktować. Jak mi później powiedziała, przekonałam ją do siebie. Po dwugodzinnej rozmowie zdecydowała się na VIP wyzwanie. Przedstawiła mi listę swoich oczekiwań. Wspólnie przeanalizowałyśmy w których kwestiach gotowa jest iść na kompromis, a w których nie.  Po czterech miesiącach poznałam ją z Radosławem. Początkowo Aneta była sceptyczna, w wielu miejscach wpasowywał się idealnie w listę jej oczekiwań ale był też o rok młodszy. Nigdy nie myślała o młodszym partnerze, do tej pory spotykała się raczej z mężczyznami starszymi od siebie. Udało mi się ją jednak przekonać, że nie całe 10 miesięcy to naprawdę nie wielka różnica. Do dziś z Radosławem tworzą szczęśliwą parę.

Radosława poznałam na bankiecie organizowanym w samym centrum Warszawy. Byłam tam zaproszona jako jedna z prelegentek. Prowadząc własny biznes zawsze jestem w pracy, dlatego po wystąpieniu z chęcią dzieliłam się swoim doświadczeniem w kwestiach związków z zainteresowanymi. Radosław nie podszedł do mnie od razu. Trzymał się na dystans i przysłuchiwał się prowadzonym przeze mnie rozmowom. W końcu zdecydował się zagaić. Po dwóch miesiącach skontaktował się ze mną ponownie. Po naszej godzinnej rozmowie już niemal miałam pewność, że znalazłam idealnego kandydata dla Anety. Był młodszy rocznikowo, ale faktyczna różnica wieku pomiędzy nim wynosiła nie wiele ponad 9 miesięcy. Po krótkich negocjacjach z Anetą i Radosławem udało mi się umówić ich na pierwsze spotkanie. To był strzał w dziesiątkę. Do dziś są szczęśliwie połączeni.                    

Anna i Damian

Wiele lat temu, właściwie na początku mojej pracy w charakterze swatki, dostałam list od młodej dziewczyny z prośbą o pomoc… Anna natrafiła na mnie w wywiadzie dla „Chwili dla Ciebie”. Pomyślała, że jestem dla niej ostatnią deską ratunku. Pisała, że jest w bardzo trudnej sytuacji i nie stać ją na moje usługi. Za moment będzie bezdomna, ale błagała o pomoc… Długo myślałam, czy mogę jej pomóc, ale zdecydowałam, że spróbuję… I znalazłam jej Damiana, który zakochał się w tej młodej dziewczynie, przyjął ją pod swój dach. Oczywiście od początku wiedział, jak wygląda sytuacja, ale dla niego nie miało to znaczenia. Obecnie są po ślubie, Anna stanęła na nogi, pracuje. Są szczęśliwie połączeni. 

Sandra, atrakcyjna 42 letnia panna, prawniczka… Trafiła do mnie za namową siostry, którą poznałam na spotkaniu biznesowym. Przyjechała osobiście, wybrała pakiet VIP z pełną dyskrecją. Tomasz, 43 letni pracownik służb mundurowych również skorzystał z mojej pomocy za namową siostry, którą poznałam w hotelu podczas wypoczynku z rodziną. Zdecydował się na pakiet VIP z dyskrecją. Od początku czułam, że pasuje do Sandry, niestety nikt z nich nie chciał jako pierwszy pokazać swojej oferty. Minęło kilka miesięcy, randkowali, ale bez rezultatów. Po kolejnej rozmowie Sandra dała mi zielone światło, mogłam przedstawić jej ofertę Tomkowi. Oczywiście kolejny raz moja intuicja mnie nie zawiodła. Umówili się na randkę, a teraz żyją już jako mąż i żona.

Ewa i Grzegorz

Grzegorz przyzwyczaił się do życia singla – robił co chciał i kiedy chciał. Kiedy miał 42 lata, to przez swoje otoczenie uważany był za szczęściarza. Był prezesem międzynarodowej firmy, miał dom za miastem, jeden apartament nad Morzem Bałtyckim, a drugi w Hiszpanii. Do tego mógł pochwalić się dobrą kondycją, końskim zdrowiem i licznymi kobietami, które były na wyciągnięcie ręki. Po prostu żyć nie umierać! Właściwie powinien być szczęśliwy. I do pewnego czasu był, aż nadeszła pandemia. Jego znajomi pozamykali się w domach albo wyjechali do rodziny. Grzegorz został sam z własnymi myślami, a było ich bardzo dużo. Na LinkedIn zobaczył mój post i postanowił sprawdzić moją stronę. Następnie do mnie zadzwonił. Zapisał się przez wideorozmowę i wybrał Pakiet VIP. Przez pięć miesięcy intensywnie szukałam dla niego partnerki. Nie było łatwo, bo lista wymagań nie miała końca, aż znalazła się Ewa, która w 80 % spełniła te oczekiwania. Ewa przez 37 lat była w trzech poważnych związkach. Za każdym razem wierzyła, że to już ten jedyny. Wyobrażała sobie ślub, białą suknię i bawiące się na podwórku wspólne dzieci. I gdy tylko podzieliła się z tym marzeniem z partnerem, ten znikał, ponieważ nie był gotowy. Ewa trafiła do mnie za namową swojej serdecznej koleżanki. Spotkałyśmy się osobiście, przepłakała połowę spotkania… Pytała: „Co ze mną jest nie tak? Pracuję na wysokim stanowisku, jestem atrakcyjna, faceci lecą do mnie jak muchy do miodu, ale żaden nie chce minie na dłużej.”. Nie była to łatwa wizyta, a poszukiwania partnera dla Ewy były trudne. Była pod moją opieką prawie 18 miesięcy. Randkowała, ale też pracowała nad sobą, aż pojawił się Grzegorz. Grzegorz z Ewą dołączyli do szczęśliwie połączonych. Zamieszkali razem, planują ślub, na który jestem zaproszona.

Wojtek zdecydował się na moją pomoc za namową znajomej, której znalazłam partnera. Wybrał pakiet vip z dojazdem. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie posiadłość, w której mieszka, ale jednocześnie poczułam smutek. Pomyślałam, że człowiek musi być bardzo samotny w tak ogromnym domu… To była dziwna wizyta. Cały czas dzwonił jego telefon. Właściciel kilku biznesów był mocno zajęty, ale też jako człowiek sukcesu był przyzwyczajony, że dostaje wszystko czego zapragnie. Kiedy szorstko wymienił listę wymagań co do potencjalnej partnerki poczułam uścisk w żołądku… Pomyślałam, że będzie trudno. Na dodatek ze względów ekonomicznych był w separacji od 10 lat… A co gorsza, traktował mnie jak pracownika oczekując ciągłych raportów. Kiedy skończył spojrzałam na niego i sprowadziłam go na ziemię… Owszem był starszy ode mnie, bo po 50. Z pewnością posiadał więcej zer na koncie, ale jako swatka nie w takich domach już byłam, nie takich prezesów łączyłam w pary. Pomimo, że staram się służyć ludziom, to nie jestem służącą… Grzecznie wyjaśniłam jak będzie wyglądała nasza współpraca. Poinformowałam go, że z jego wymaganiami i separacją trzeba się nastawić raczej na maraton, a nie sprint… Z uśmiechem się zgodził, a ja wychodząc poczułam ulgę. Nie powiem, w trakcie współpracy dał mi popalić… Potrafił zadzwonić o 23:00 kiedy wrócił z pracy, w niedziele czy w święta, tylko po to, aby podzielić się nowymi wytycznymi… Na szczęście trwało to tylko cztery miesiące. Znalazłam dla niego Justynę, która spełniała prawie wszystkie jego wymagania poza wiekiem. Była młodsza od niego tylko o 7 lat, a chciał kogoś młodszego o minimum 10. Jednak tym razem nie dałam się spławić, to ja naciskałam… Zgodził się na spotkanie i dziś są szczęśliwie połączeni. Justyna zamieszkała w jego domu, a on zdecydował się na rozwód. Pragnie, aby Justyna została jego żoną.