Jestem singielką przez Matkę – jak rodzice wpływają na związki swoich dzieci

„Jestem singielką” – to zdanie słyszałam w swoim biurze setki razy, wypowiadane cicho, z żalem, czasem ze wstydem. Nazywam się Anna Guzior-Rutyna i od ponad dwunastu lat działam jako Swatka Anna. Na co dzień wspieram osoby zmęczone samotnością, które pragną stworzyć trwałą, dojrzałą relację. Jako coach relacji nie tylko pomagam w randkowaniu, ale przede wszystkim towarzyszę w procesie odbudowy zaufania do bliskości – często po wielu latach emocjonalnych barier i wycofania. Każda historia, którą słyszę, jest inna, ale niektóre zostają ze mną na długo. Tak właśnie było w przypadku Agnieszki, której los poruszył mnie szczególnie – i o niej chcę dziś opowiedzieć.

Przyszła na spotkanie zadbana, opanowana, z delikatnym uśmiechem, ale pod tą fasadą wyczuwało się ogromne napięcie. Od razu zaznaczyła, że woli rozmowę na żywo: „To zbyt osobiste na wideorozmowę” – powiedziała. Już po kilku chwilach wiedziałam, że jej historia to coś więcej niż tylko kolejna opowieść o samotności. To była opowieść o niezwykle silnej, ale i uwikłanej relacji z matką – pełnej miłości, lecz jednocześnie tak przytłaczającej, że nigdy nie pozwoliła Agnieszce naprawdę się od niej uwolnić.

Historia Agnieszki – gdy bycie singielką staje się rodzinnym dziedzictwem

Agnieszka* ma czterdzieści dwa lata i renomę znakomitej kardiochirurg. Choć wkroczyła do mojego biura z pewnym uśmiechem i wyprostowaną sylwetką, w oczach kryło się zmęczenie – nie fizyczne, lecz emocjonalne. „Jestem singielką”, powiedziała cicho, jakby było to wyznanie wstydu, a nie fakt z życia.

Urodziła się w niewielkim miasteczku jako owoc wakacyjnego romansu. Ojca nigdy nie poznała – matka wspominała o nim niechętnie, niemal z wyrzutem. Kiedy Agnieszka jako dziecko dopytywała o niego, słyszała zawsze te same słowa: „Nie warto o nim pamiętać, nie jest częścią naszej rodziny”. Matka za to często powtarzała, aż do znudzenia: „Mężczyźni odchodzą, musimy liczyć tylko na siebie”.

Z biegiem lat Agnieszka przyswoiła ten przekaz jak aksjomat. Została najlepszą uczennicą w klasie, troskliwą córką i lojalną towarzyszką matki. Kiedy na drugim roku studiów zakochała się po raz pierwszy, każdą randkę zatruwały słowa matki: „Zniszczysz sobie przyszłość”, „Zajdziesz w ciążę”, „On cię zostawi”. Presja była zbyt silna – związek się rozpadł, a Agnieszka skupiła całą energię na nauce. Sukcesy zawodowe przychodziły jeden po drugim: dyplom z wyróżnieniem, prestiżowe staże, specjalizacje, kolejne kursy. Mama była dumna – a Agnieszka w duchu powtarzała: „Jestem singielką, bo tak jest bezpieczniej”.

Dopiero po czterdziestce przyszło otrzeźwienie. Gdy kolejna znajoma pokazała jej zdjęcia dzieci, poczuła ukłucie żalu. Przeniosła się do innego miasta – wystarczająco daleko, by symbolicznie odciąć pępowinę, ale na tyle blisko, by nadal kochać i odwiedzać mamę. Wtedy trafiła do mnie. „Potrzebuję planu, który pomoże mi wreszcie zacząć żyć swoim życiem” – powiedziała. To był początek jej najważniejszej operacji: tej na własnym sercu.

Pułapka lojalności rodzinnej

Stwierdzenie „jestem singielką” może wydawać się neutralne, ale nierzadko skrywa głęboko zakorzenioną lojalność wobec rodzica. Zdarza się, że córka staje się powierniczką, opiekunką, partnerką emocjonalną samotnej matki – i w tej roli trwa przez lata, rezygnując z budowania własnych relacji. Dla wielu kobiet randkowanie staje się wręcz formą zdrady – bo jak zakochać się, gdy w domu czeka ktoś, kto boi się samotności i z lęku trzyma cię blisko?

Rodzice nie zawsze działają świadomie. Często stoi za tym głęboki strach przed porzuceniem – samotny rodzic buduje z dzieckiem intensywną, niemal partnerską więź. Do tego dochodzą nieprzepracowane zranienia – skoro mnie skrzywdzono, to i ciebie skrzywdzą. Taki przekaz, choć podszyty troską, staje się balastem. Nierzadko pojawia się też kontrola, ukryta pod płaszczykiem opiekuńczości: „Pilnuj się”, „Uważaj, co robisz”, „Nie ryzykuj”. Zacierają się wtedy granice pokoleniowe, a dorosłe dziecko trwa w roli, która nie należy do niego.

Cena rezygnacji z siebie

Konsekwencje emocjonalnej lojalności bywają odczuwalne przez długie lata. Spóźniony start życia uczuciowego to częsty scenariusz – wiele kobiet zaczyna randkować dopiero po trzydziestym piątym czy czterdziestym roku życia. W relacjach odczuwają trudność w wyrażaniu własnych potrzeb i stawianiu granic. Towarzyszy im wysoki poziom lęku przed zaangażowaniem – boją się, że zawiodą matkę, że powtórzą jej błędy lub zostaną porzucone tak jak ona. Do tego dochodzi brak doświadczenia w budowaniu bliskości – umiejętności, których nigdy nie miały okazji ćwiczyć. Wszystko to potrafi skutecznie zablokować nawet najbardziej świadome i ambitne kobiety.

Jak zacząć odzyskiwać swoje życie?

Pierwszym krokiem jest decyzja – przyznanie przed sobą, że „jestem singielką” to nie wyrok, lecz punkt wyjścia. Możesz przestać nią być jeśli zrozumiesz, że lojalność wobec rodzica nie musi oznaczać rezygnacji z własnych marzeń. Ważne jest też wyznaczenie zdrowych granic – ustalenie godzin kontaktu z rodzicem, odzyskanie wieczorów i weekendów dla siebie. To nie egoizm, to konieczność.

Równolegle warto rozpocząć regularne, konkretne działania: minimum dwie randki miesięcznie, uczestnictwo w wydarzeniach tematycznych dla singli 40+, krótkie rozmowy wideo przed spotkaniami – wszystko po to, by randkowanie było czymś naturalnym, a nie stresującym wyzwaniem. Kluczowa jest również praca nad własną narracją: zamiana myśli „mężczyźni ranią” na „mam prawo wybrać partnera, który mnie szanuje”.

Nie bój się prosić o wsparcie. Czasem potrzebny jest przyjaciel, innym razem coach relacji – ktoś, kto pomoże zaplanować logistykę spotkań i odciąży emocjonalnie. Warto też wiedzieć, że to nie tylko kobiecy problem. Mężczyźni wychowani przez samotne matki często również przejawiają toksyczną lojalność – zostają „wiecznymi synami”, którzy nie potrafią stworzyć związku. Mechanizm jest uniwersalny, tak samo jak droga do wyzwolenia.

Podsumowanie

Zdanie „jestem singielką” nie musi definiować twojej przyszłości. To opis chwili obecnej – i to tylko od ciebie zależy, co z tym zrobisz. Agnieszka jest już w szczęśliwym związku. Przed wizytą u mnie zakończyła terapię, która pozwoliła jej zamknąć pewien rodział w życiu i otworzyć się na zmiany. Nie chciała więcej marnować czasu, dlatego postanowiła skorzystać z pomocy ekspertki i znaleźć miłość, o której zawsze marzyła.

Jeśli chcesz przejść podobną drogę, odwiedź www.swatkaanna.pl i umów się na konsultację. Miłość czeka na tych, którzy odważą się jej poszukać. A ja z przyjemnością pomogę ci znaleźć do niej drogę. Poznaj mnie bliżej, znajdziesz mnie na Tik Toku, Instagramie, Facebooku i Linedlin.

*imię zmienione