Swatka to ktoś, kto w oczach wielu ludzi kojarzy się z romantycznym zawodem pełnym miłości, emocji i spełnionych marzeń. I tak – kocham swoją pracę. Ale nie zawsze jest ona usłana różami. Moja historia zaczęła się w zupełnie innej branży – bankowości i kredytach. Przez lata rozwijałam firmę, tworzyłam oddziały, osiągałam wyniki. A jednak w pewnym momencie przyszło wypalenie. Brakowało mi sensu, misji, poczucia, że robię coś dobrego. W 2013 roku postanowiłam to zmienić. Założyłam biuro matrymonialne i zostałam swatką. To był początek mojego nowego życia.
Swatka kontra wymagania klientów
Jako swatka niejednokrotnie spotykam się z klientami, których wymagania są bardzo szczegółowe – czasem wręcz nierealistyczne. „Blondyn z niebieskimi oczami, minimum 185 cm wzrostu, lekarz, bezdzietny, najlepiej grający na gitarze i z pasją do gotowania” – takie opisy nie są rzadkością. Co ciekawe, najczęściej trafiają do mnie ludzie sukcesu – przedsiębiorcy, menedżerowie, właściciele firm – osoby, które w życiu zawodowym osiągnęły bardzo wiele, bo były wobec siebie niezwykle wymagające. Niestety, ta wysoko postawiona poprzeczka często przenosi się również na życie uczuciowe. Oczekują od potencjalnego partnera podobnej ambicji, dynamiki, a nierzadko i stylu życia.
Z jednej strony rozumiem potrzebę precyzyjnego określenia oczekiwań, ale z drugiej – moim zadaniem jest również otworzyć klientom oczy i uświadomić, że sztywne kryteria często są przeszkodą w znalezieniu prawdziwego uczucia. To bywa praca nie tylko matrymonialna, ale i psychologiczna – wymagająca empatii, wyczucia, a czasem także stanowczości.
Gdy serce nie jest gotowe
Zdarza się, że jako swatka pracuję z osobami, które nie są gotowe na relację – i prawdopodobnie nigdy nie będą. Choć mam doświadczenie, intuicję i wiele narzędzi, nie jestem cudotwórczynią. Nie każdemu da się pomóc, nawet jeśli bardzo bym chciała.
Bywa też, że spotykam się z brakiem szacunku – telefony o później porze, agresywny ton, roszczeniowe podejście. Są dni, kiedy po takim telefonie od klientki lub klienta myślę: „Po co mi to wszystko?”. Przychodzi złość, bezsilność, czasem łzy. Ale wtedy przypominam sobie tych wszystkich szczęśliwych – ludzi, którzy zapraszali mnie na swoje śluby, dziękowali po latach, pisali z ciepłym słowem, gdy rodziły się ich dzieci. Te momenty są jak drogowskazy. Dają mi siłę i przypominają, że mimo wszystko warto. Praca z ludźmi wymaga ogromnej odporności psychicznej i stawiania granic, nawet jeśli czasem serce chciałoby inaczej.
Nie każdy nadaje się na swatkę
Wielu osobom wydaje się, że zawód swatki to łatwy i przyjemny sposób na życie. Spotkałam ludzi, którzy – zainspirowani moją historią – postanowili założyć własne biuro matrymonialne. Na początku są pełni entuzjazmu, zachwyceni wizją pracy z ludźmi i ideą kojarzenia par. Ale już po kilku miesiącach okazuje się, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.
Zawód swatki to nie tylko romantyczne kojarzenie par, ale też codzienna walka o nowych klientów, żmudne budowanie bazy kandydatów, czasochłonne rozmowy, promocja, prowadzenie mediów społecznościowych, a często także samotna walka z hejtem w internecie. Pracuję niekiedy po 12-14 godzin dziennie, 7 dni w tygodniu, bez taryfy ulgowej. To praca, która wymaga nie tylko serca, ale też dyscypliny, determinacji i twardej skóry. Nie każdy potrafi to udźwignąć, bo za uśmiechem swatki często kryje się ogromne zmęczenie i cichy ciężar odpowiedzialności za cudze emocje.
Rozwój to podstawa w zawodzie swatki
Nie ma miejsca na stagnację. Świat relacji zmienia się dynamicznie – oczekiwania ludzi, sposób komunikacji, normy społeczne. Dlatego jako swatka regularnie inwestuję w siebie. Kursy psychologiczne, szkolenia z komunikacji, wydarzenia branżowe, a nawet nowe formy aktywności, takie jak castingi matrymonialne – wszystko po to, by nie tylko nadążać, ale i wyprzedzać oczekiwania moich klientów. To wymagające, ale też niezwykle rozwijające.
Ten zawód wymusza czujność. Zdarza się, że techniki i narzędzia, które świetnie działały rok temu, dziś są już przestarzałe. Muszę obserwować trendy, śledzić zmiany w sposobie nawiązywania relacji, być obecna tam, gdzie są moi klienci – zarówno w świecie realnym, jak i online. Niezwykle ważna jest też praca nad sobą – nad swoją odpornością psychiczną, nad umiejętnością empatycznego słuchania, a jednocześnie zachowania dystansu.
Bywa, że uczę się od ludzi młodszych ode mnie – o ich języku miłości, o tym, co dziś buduje więź. Innym razem, to ja uczę moich klientów – jak rozmawiać, jak być otwartym na spotkanie, jak zrezygnować z pozornie ważnych oczekiwań na rzecz autentyczności. Każdy kurs, każda rozmowa, każde nowe doświadczenie czyni mnie lepszą swatką i człowiekiem. I choć tempo bywa zawrotne, wiem, że rozwój to jedyna droga, by pozostać skuteczną w tym, co robię.
Poznajmy się
Praca swatki to nie bajka, ale jeśli kochasz ludzi i umiesz słuchać – może być twoim powołaniem. A jeśli jesteś osobą, która szuka miłości i chce dać sobie szansę na coś prawdziwego – zapraszam na moją stronę www.swatkaanna.pl. Obserwuj mnie także w mediach społecznościowych, gdzie dzielę się codziennością mojej pracy – z humorem, szczerością i sercem.



